Dojechaliśmy do Varadero ok 19. Bez noclegu, stwierdziliśmy, że się rozdzielamy. Wilhelm, Dana i Kasia chcieli zostać w Varadero na noc, następnego dnia pójść przed wyjazdem na plażę. My mieliśmy już trochę dość plaży i stwierdziliśmy, że jedziemy do Matanzas, żeby następnego dnia zobaczyć jaskinię Bellamar. Jedyny problem był taki, że kończyły się nam pieniądze,a kantor zamknięty :D Poszliśmy z Moniką na główną drogę w Varadero łapać stopa. Na szczęście złapaliśmy się jakiejś dziewczyny, która jechała do Matanzas. Więc ona łapała, my staliśmy z boku :D Złapała jakiś busik za 1 CUC/os. Nocleg ogarnęlismy na chybił-trafił. Chciała 25 CUC, dostała 20. Zostaliśmy z Moniką we 2kę, więc poszliśmy na romantyczną kolację. Najpierw Caliente Perro (Gorący pies), który był suchą bułą z 2 parówkami i smarkiem z musztardy. Potem kanapka na ciepło. W menu widniały warzywa i inne ciekawe składniki. Kupiliśmy 2 różne kanapki, dostaliśmy to samo, nawet koło warzyw nie leżało. A na koniec lody. Zamówiliśmy 2 różne pozycje, dostaliśmy to samo, ale Monika w mniejszych kulkach, ja w większych. Monika była zachwycona randką! Ale było tanio, bo 3 wyżej wspomniane dania kosztowały ok 25 CUP, czyli 4,5zł/osoba :D O i na dokładke zaczepiła nas pani do towarzystwa. Pytała, czy nie chcemy casa companion. Pokusa była duża, ale nie skorzystaliśmy :)