Rankiem musieliśmy się pożegnać ze stolicą Laosu, wzywała nas Kambodża. Stamtąd jest bardzo łatwy i tani dojazd do Tajlandii. Dzieli ich Mekong (miejski autobus), a potem pociągi, autobusy; nocne, dzienne w każdą stronę Tajlandii. My jednak z racji ciąży zmieniliśmy plany. Dojazd lądem do Angkor zająłby nam ok doby, za dużo jak na nasze możliwości. Bilet na samolot mieliśmy ogarnięty, potargowaliśmy się ostro z tuk tukiem, żeby nas zabrał na lotnisko. Jest tam co prawda autobus miejski, ale jest dość drogi jak na taki mały kawałek drogi. Lotnisko jest w mieście, tuk tuk 40 000 LAK. Jak nas zapakował to ledwo ruszył, ale się dotoczył. Lotnisko malutkie, a w dodatku…samolot się opóźnił godzinę. Takie życie ziomuś.
Podsumujmy Laos w kilku zdaniach.
Jechaliśmy dobrze nastawieni, choć ciąża nieco zmieniła nam plany. Odpuściliśmy tereny zakomarzone (północ czy delta Mekongu) oraz te dalekie z trudnym dojazdem (Paxse). Zrobiliśmy najbardziej turystyczne miejsca w Laosie, nie ma co ukrywać. Rejs Mekongiem, Luang Prabang, Vang Vieng, Vientiane. Jak to powiedział mi znajomy „skoro miejsca turystyczne były tego warte, top o co się na siłę silić na off beaten track?“. No i miał rację. Spędziliśmy w Laosie prawie tydzień i na pewno zrobił na nas dobre wrażenie. Dość spójny z opisami z przewodników (powolny, naturalny, relaksujący). Czy bym coś zmienił? Chyba nie. Może w Vang Vieng posiedziałbym jeszcze jeden dzień. Bo wbrew wielu opiniom, to turystyczne miejsce ma sporo do zaoferowania w okolicach.
MIeliśmy małe problemy z ułożeniem rozsądnej trasy na Kambodżę. Chcieliśmy zobaczyć miejsca związane z reżimem Pol-Pot, Angkor Wat (3 dni) i jezioro Tonle Sap. W Kambodży mają podwójną walutę (coś a la Kuba). Lokalne paciorki mają wartość żwiru, a na codzien posługują się dolarami. Zapłacisz za coś taniego dolarami to wydadzą w Rielach. Są oni bardzo wybredni jeśli chodzi o banknoty. Niektórzy nie akceptują 5-dolarówek. Praktycznie nikt nie przyjmuje naderwanych i wymiętoszonych papierków. Ile to nerwów nas kosztowały spory o te banknoty. Zrobiliśmy między sobą wręcz zawody komu uda się wcisnąć więcej brzydkich banknotów :)
W Phnom Phen wylądowaliśmy popołudniu. Ta godzina opóźnienia pokomplikowała nam plany, ponieważ nie mieliśmy noclegu, a Tuol Sleng zamykali ok 18. Było więc mało czasu na ogarnięcie dnia. Postanowiliśmy się od razu z bagażami gibnąć do ichszego Pawiaka czyli Tuol Sleng. A dojechaliśmy tam komunikacją miejską, która jest bardzo świeża. Mają raptem 5 linii autobusowych, ale pokrywają całe miasto. Z lotniska do centrum 1 PLN. Potem przesiadka w inny autobus. Jedyny minus to wolne tempo jazdy.
Tuol Sleng to stara szkoła, która w czasach reżimu Pol-Pota została przekształcona w więzienie, miejsce przesłuchań. Po wejściu do Tuol Sleng większość stamtąd nie wychodziła lub wywożona była na Pola Śmierci. Szacuje się, że przez Tuol Sleng przewinęło się nawet 17 000-20 000 ludzi w ciągu 4 lat, czyli 13 osób dziennie! Spośród tej masy znane było 12 osób, które przeżyły więzienie, do dziś żyją 4 z nich. Reżim zwoził tam wszystkich, którzy się nawinęli (wrogowie partii). Szacuje się, że pod rządami Czerwonych Khmerów zginęła ¼ ludności Kambodży. Z 8 mln państwa zrobiło się 6 mln. To tak jakby co czwarta osoba którą znacie miała umrzeć. Zabijano je pałkami, bo nie chciano marnować amunicji. W ciągu 4 lat i to nie w średniowieczu. Wtedy gdy Roman Polański kręcił filmy, Hermaszewski leciał w kosmos, a Jan Paweł II został papieżem. To było kurwa niedawno. I to nie zachód położył kres reżimowi, to Wietnam wszedł do Kambodży, to Wietnam odbil Tuol Sleng, to Wietnam obalił Pol-Pota, który do końca wspierany był przez USA (jako wróg komunistycznego WIetnamu). Zresztą do obecnego zacofania Kambodży mocno przyczyniło się właśnie USA